NBA: Nietypowy finał w Oklahoma i Indianapolis, czyli jak miliony dolarów nie zawsze gwarantują mistrzostwo

W najbliższym czasie na koszykarskiej mapie NBA wyłonią się nowi mistrzowie. Oklahoma City Thunder i Indiana Pacers – dwie drużyny, które niekoniecznie byłyby pierwszym wyborem dla władz ligi, staną w finale rozgrywek.

Nie jest tajemnicą, że idealny scenariusz dla władz NBA to rywalizacja drużyn z wielkich metropolii, z wielkimi tradycjami, milionami fanów na całym świecie i chętnie oglądanymi gwiazdami. Tymczasem, najważniejsze mecze sezonu NBA odbędą się w Oklahoma City i Indianapolis, miastach, które łącznie mają mniej mieszkańców niż Warszawa.

Ciekawym aspektem finału jest fakt, że ani Thunder, ani Pacers nie zapłacili w tym sezonie „podatku od luksusu”, wprowadzonego przez NBA w 2002 roku. Kluby zobowiązane są do jego opłacenia, gdy przekraczają limit wydatków na kontrakty. Co więcej, obie drużyny znajdują się w ogonie pod względem łącznych wydatków.

Oklahoma City Thunder, pomimo ograniczonych środków, mogą pochwalić się najmłodszym składem w całej lidze. Lider Thunder, król strzelców i MVP rundy zasadniczej Shai Gilgeous-Alexander był dziewiąty na liście najczęściej sprzedawanych koszulek w tym sezonie. Thunder skupili się na rozwoju zawodników, co zaowocowało najlepszą obroną w lidze.

Podobnie, Indiana Pacers zdecydowali się na oszczędności, skupiając się na zespole, który gra w szybkim tempie. Średnio pokonywali 31.1 km na mecz ze średnią prędkością 7.11 km/h, co przyniosło im miejsce w finale.

W finale NBA zobaczymy również aż czterech graczy z Kanady. Shai Gilgeous-Alexander, największa gwiazda Thunder, Andrew Nembhard i Bennedict Mathurin z Pacers, to zawodnicy, którzy mogą mieć decydujący wpływ na wynik meczów.

Ciekawość budzi także fakt, że Shai Gilgeous-Alexander może trafić do wąskiego grona zawodników, którzy w jednym sezonie wywalczyli tytuł króla strzelców, nagrodę MVP rundy zasadniczej, mistrzostwo i nagrodę MVP finału. Przed nim dokonali tego tylko Kareem Abdul-Jabbar (1971), Michael Jordan (w latach 90-tych aż cztery razy!) i jako ostatni w 2000 roku Shaquille O’Neal.

Chociaż tegoroczny finał może nie być wyjątkowy dla kibiców w USA, będzie wyjątkowy dla kibiców w Kanadzie. Wszystko za sprawą kanadyjskich zawodników, którzy mogą odgrywać kluczowe role w swoich drużynach.

Niezależnie od tego, kto wygra, będziemy mieli siódmego kolejnego innego mistrza i nowe miasto z mistrzem. Pacers nigdy nie zdobyli pierścieni, a Thunder mają jeden tytuł w kolekcji (1979), jeszcze z czasów, gdy drużyna występowała w Seattle jako SuperSonics.

Niewątpliwie, niezwykłość tego finału dotyczy także oszczędności, na jakie postawili w obu klubach. Wydaje się, że ten finał NBA pokazuje, że miliony dolarów nie zawsze gwarantują mistrzostwo i że skomplikowany system wyrównywania szans w lidze działa.

Przewijanie do góry